Ponoć na pielgrzymce nie ma złej pogody... co najwyżej pielgrzym może być źle dostosowany do panujących aktualnie warunków atmosferycznych. My, dzięki Bogu, cały tydzień pielgrzymowania, który niemal jest za nami, cieszyliśmy się dobrą pogodą. Dziś szczególnie: słońce świecące z nieba, delikatny wietrzyk, lekko ponad 20 stopni: panowały idealne warunki, żeby pielgrzymować.
Ale to nie pogoda na zewnątrz się liczy, ale pogoda ducha - to czy w naszym sercu jest radość i spokój, czy też burza, przez którą ciskamy piorunami w drugiego człowieka. Uczymy się tego na pielgrzymce, by nieść w naszych słowach i uczynkach dobro, tak aby uśmiech zagościł na obliczu drugiego człowieka.
Pewnie, że nie zawsze się to udaje. Czasami zmęczenie bierze górę i przestajemy się kontrolować. A wtedy łatwo o cierpkie słowo, czy krzywe spojrzenie. Niemniej widzę, że gdy jesteśmy na pielgrzymce, gdy doświadczamy tyle dobra, gdy widzimy uśmiech na twarzy drugiej osoby, to i sami napełniamy się taką Bożą radością.
Dobro i miłość są zaraźliwe. Tak samo jak, niestety, zło. My na pielgrzymce karmimy się dobrem, ono nas zmienia i kształtuje z każdym kilometrem przebytej drogi.
Dziś rozpoczęliśmy od mszy w Nowych i Starych Polaszkach. Byliśmy rozdzieleni na dwie grupy. Po eucharystii, ruszyliśmy w drogę. Na pierwszym etapie szkoła modlitwy.
Na kolejnym odcinku, bardzo ruchliwym, konferencję wygłosił ks. Grzegorz Błasiak, który od wczoraj wędruje z naszą grupą.
A oprócz tego codzienna dawka modlitw i nabożeństw, przewidzianych na trasie i wynikających z liturgii i życia Kościoła. A wieczorem modlitwa w intencji Obrońców naszej Ojczyzny oraz apel jasnogórski w przepięknym, lubichowskim kościele.