Padłeś? Powstań! Kto choć raz przeszedł się z nami "kaszubskim ekspresem" ten wie, że zakończone wczoraj 40-tki to wcale nie koniec naszego trudu. Każdy się cieszył, dziękował Bogu, że to już koniec naszych morderczych zmagań, tymczasem... nasz punkt medyczny dzisiaj pękał w szwach, a pielgrzymkowa "karetka" miała mnóstwo chętnych pasażerów. Nawet pogoda, która jest dla nas w tym roku wyjątkowo łaskawa, zdaje się na niewiele zdawać. Wychodzi z nas trud drogi i nic na to nie poradzimy. To cena, z którą każdy z nas musi się liczyć. Na całe szczęście, jesteśmy zaprawieni w bojach, uparci (lub jak kto woli, wytrwali w dobrym :) i nawet gdy na chwilę zaniemożemy, to zaraz wstajemy i idziemy dalej. Nie ma, że boli! Jesteśmy na "Kaszubskiej" :)
Dziś dołączyli do nas kolejni bracia i siostry. Część z nich to osoby, które pielgrzymowały z nami na początku drogi, sporo jest nowych twarzy. Za każdą z tych osób dziękujemy Bogu i z radością informujemy, że jest nas ponad 200. Jest radość!
Dzisiejszy plan dnia był bardzo intensywny! Program bogaty, a odcinki tylko trzy, w dodatku wcale nie tak długie. Więc ledwo żeśmy ze wszystkim zdążyli. Na szczęście się udało! Ks. kierownik swoją konferencję skończył co do metra, tak, że z różańcem na ustach weszliśmy na postój obiadowy.
A wieczorem tradycyjny mecz między Rychłocicami, a pielgrzymami. W mionionych latach było to jedno z najważniejszych spotkań, do którego obydwie dróżyny były mocno zmotywowane. Nikt nigdy nie odstawiał nogi. W tym roku, no cóż... Gospodarze stanęli na wysokości zadania, nam niestety brakowało zawodników, którzy choć odrobinę dorównywaliby poziomem naszym przeciwnikom. Wynik końcowy nie do końca oddaje różnicę: 6:3 dla gospodarzy to najniższy z możliwych wymiar kary, a dodać należy także to, że mecz kończyliśmy w 14 (tak, 14. To żadna pomyłka), a 3 zawodników naszej drużyny to był szybki transfer z Rychłocic :) Ale zabawa była przednia. No i prawie dla wszystkich skończyła się szczęśliwie.