No to zaczynamy! Nie, nie pielgrzymkę, bo to już 11 dzień drogi. Zaczynamy trudne etapy, które czekają na nas za Toruniem. Kto był, ten wie, a kto nie był, za chwilę się o tym przekona - do tej pory było łatwo. Teraz do tempa marszu, do którego już przywykliśmy dojdą jeszcze odległości - średnio 10 km dziennie więcej niż dotychczas. I tak aż do samego Sieradza. Ale nas to absolutnie nie załamuje! Wszak wierzymy, że Bóg da nam moc i wytrwałość, a nawet w cierpieniu i niemocy będzie nas chciał czegoś nauczyć.
Pierwsze dwa etapy były spokojne. Wędrując przez las mogliśmy w spokoju wsłuchiwać się w słowa szkoły modlitwy i konferencji. Tego spokoju nie zakłucił nawet fakt, że trasa wiodła przez czynny, na szczęście dziś nieużywany wojskowy poligon. Tak, tak. Byliśmy dziś na wojennej ścieżce! :)
Za Aleksandrowem na horyzoncie zaczęły pojawiać się ciemne chumry zwiastujące burzę i deszcz. Zbierały się i zbierały, aż zaczęło lać... 100 metrów przed kościołem w Służewie, gdzie mieliśmy postój. Efekt? Radocha naszego pielgrzymkowego przedszkola, które mogło bez żadnych ograniczeń skakać po kałużach. Dorośli bronili, ale myślę, że w głębi serca zazdrościli tej jakże ewangelicznej postawie!
W dalszej części dnia znów pierwsze skrzypce grały dzieciaki, które dorwały się do mikrofonu podczas audycji naszego Pielgrzymkowego Radia Kaszebe i dały niezły popis swoich wokalnych umiejętności. Brawo.
Dzień zakończony. Odpoczywamy w gościnnych Zakrzewie i Sędzinie. Tu mieszkają sami dobrzy ludzie, serio!