To był najpiękniejszy dzień pielgrzymki. Po radości wczorajszego dnia, gdy dziękowaliśmy Bogu za łaskę pielgrzymowania i za siebie nawzajem, przyszedł ten, na który wszyscy czekali - dzień wejścia na Jasną Górę.
Jest coś wyjątkowego w tym dniu. Nagle wszystkie dolegliwości ustają, albo po prostu przestają mieć znaczenie. Nikt nie narzeka na pogodę, jaka by ona nie była. A i różne wątpliwości i wcześniejsze rozterki, kryzysy i pytania, schodzą na dalszy plan. Dlaczego? Bo dziś spotykamy się z naszą Mamą i Królową!
Po mszy świętej, którą w intencji wszystkich pielgrzymów, gospodarzy i dobrodziejów sprawował ks. kierownik wyruszyliśmy w drogę. Przemierzając kolejne kilometry doszliśmy do niewielkiego wzniesienia, z którego po raz pierwszy zobaczyliśmy jasnogórski klasztor. I przejmujący moment, gdy wszyscy uklękliśmy, witając się z Maryją.
Kolejne kilometry upływały nam na radosnym śpiewie.
Ostatni postój. Jesteśmy 4 km od celu. Radościw w sercu towarzyszy gwar i gorączkowe przygotowania. Nowożeńcy: Agata i Marcin Rozmiarek, oraz Emilia i Marcin Keller przebierają się w ślubne stroje. Wielu pielgrzymów zakłada tradycyjne, kaszubskie stroje. Pompujemy baloniki (dosłownie, nie w przenośni :), przygotowujemy race, "wujek" Leon dokłada kolejną tubę, bo dziś grupa mocno się rozrosła (jest nas ok. 270 osób). Odliczanie do godz. 14:00 trwa.
Przechodzi "Gdynia". Ruszamy my, a za nami podążają grupy z Gdańska. Jest radość i entuzjamz! Powiewają flagi i transparenty, a diakonia muzyczna po raz kolejny daje popis swoich możliwości, a potrafią przecież wiele! W takiej atmosferze docieramy na Aleję NMP, a chwilę potem do wałów jasnogórskiego sanktuarium. Po prezentacji naszej grupy uroczyście intonujemy hymn "Kaszubska Królowo", śpiewany oczywiście w j. kaszubskim.
Ostatnie kilkaset metrów wzdłuż wałów. Wchodzimy przez bramę, przechodzimy dziedziniec, wreszcie wchodzimy do świątyni i jest... Cel naszej drogi, nagraoda za trud i wyrzeczenie ostatnich kilku, czy kilkunastu dni.
To, co dzieje się w sercu człowieka, gdy po tylu dniach pielgrzymowania w końcu staje u celu wędrówki, jest nie do opisania. Człowiek naprawdę czuje się jak w niebie! I odkrywa przy tej okazji wartość drogi, którą przeszedł.
Nie mieliśmy wiele czasu przed cudownym wizerunkiem Czarnej Madonny. Ale tych kilka minut było niesamowicie pięknym spotkaniem, podczas którego rzuciliśmy się w ramiona Mamy, mówiąc Jej wszystko co leży nam na sercu. Naszą modlitwą i pieśnią Ave Maria, oddaliśmy hołd Matce Bożej i powierzyliśmy Jej opiece i wstawiennictwu nas i wszystkich, których podczas pielgrzymki nieśliśmy w sercu.