Nie wiem, jak innych, ale mnie dziś uderzyła na pielgrzymce pewna rzecz, o której wcześniej wcale nie myślałem, a może nie myślałem tak intensywnie. Mianowicie, jak wielkim darem jakok pielgrzymka jesteśmy dla innych ludzi. Uświadomili mi to księża proboszczowie, którzy na trasie, tj. najpierw w Kole, a potem w Posoce, w Boleszczynie i wreszcie w Dobrej dziękowali nam za nasz trud, ofiarę, poświęcenie i ważne i potzebne świadectwo. Za piewrwszym razem myślałem nawet, że jest to trochę na wyrost, ale gdy powtarza to w kolejnym kościele kolejny ksiądz, dziękując nam przy tym, że odwiedzamy właśnie jego parafię, zacząłem o tym intensywniej myśleć.
Dobra nasza!, skoro właśnie tak to działa! W sumie między innymi po to człowiek idzie na pielgrzymkę. Oprócz wielu spraw i intencji, które mamy Bogu do ofiarowania, jest jeszcze ten ważny wymiar naszego wyznania wiary, świadectwa i dania Jezusowi czegoś więcej z naszego życia (dosłownie i w przenośni :)
Za nami kolejny dzień. I rzeczywiście jest trudno. Znów przyszło nam iść w palącym słońcu. Termometry naszych pielgrzymkowych aut wskazywały niemal przez cały dzień temp. 30 st C. Temp. przy asfalcie zmierzona przez naszych medycznych? 52,5 st C (tak, tak... nasi medyczni potrafią wszystko). Dziś kolejne osoby odpadły ze względów zdrowotnych (nie ominęło to naszych pasterzy. Ks. Karol wygłosić konferencję i usiadł na auto, a ks. Jan, kierownik senior, w ogóle wrócił do siebie, do Torunia. Liczymy na jego powrót i obecność na Jasnej Górze).
W rozmowach z weteranami pielgrzymki pada zgodne stwierdzenie: Nikt w grupie nie pamięta, żeby takie upały utrzymywały się przez cały czas trwania kaszubskiej. Trzy, cztery, czy pięć dni, tak, ale całe dwa tygodnie? Najtrudniejszy dziś odcinek liczący 12 km z Posoki do Boleszczyna rozbiliśmy na dwie części. Gdzieś w połowie drogi zatrzymaliśmy się w niewielkim zagajniku, by w cieniu złapać chwilę oddechu i uzupełnić płyny. Pomogło, bo choć odpoczywaliśmy zaledwie 15 minut, nabraliśmy sił i chęci do dalszej drogi.
To nasze cierpienie w szczególny sposób oddawaliśmy Jezusowi podczas wieczornej modlitwy, gdy uczestniczyliśmy w adoracji krzyża. Ustawiony w centralnej części prezbiterium krzyż przykuwał uwagę, a opis Męki Pańskiej pozwolił jeszcze głębiej wejść w tajemnicę cierpienia, ale i miłości Chrystusa.
Trzymajcie za nas kciuki. Przed nami ostatni z dni liczących 4o km+ . Za Sieradzem zostają już tylko krótkie etapy.
ks. Jan Perszon, Szkoła modlitwy "Magnificat"
ks. Karol Wnuk, konferencja Charyzmaty - nadzwyczajne dary Ducha Świętego