Skąd taki tytuł dzisiejszej relacji? Z dwóch powodów: po pierwsze dwa etapy wiodły nas z Torunia do Aleksandrowa Kujawskiego przez poligon wojskowy - wciąż czynny, na nasze szczęście dziś nie używany. Po wtóre dziś trochę nas ubyło. Sporo osób z Torunia musiało wrócić do domów i swoich codzienny zajęć i obowiązków. Mam nadzieję, że ten czas przeżyli oni dobrze i zechcą wrócić na Kaszubską w kolejnych latach.
Dziś był dzień pełen niespodzianek. Po porannej mszy, której przewodniczył ks. Karol weszliśmy na teren poligonu, gdzie bojowych warunków nie wytrzymał nasz wzmacniacz. Efektem tego było dośpiewanie Godzinek bez wsparcia technicznego, śpiew a'capella całej naszej grupy i... brak porannej szkoły modlitwy. Zamiast niej mogliśmy się za to wsłuchać w przepięny szum lasu i rozlegający się od czasu do czasu śpiew ptaków. Był to też czas interesujących i radosnych rozmów z braćmi i siostrami.
Szybka interwencja i umięjętności techniczne wujka Leona, a także mała wycieczka z nagłośnieniem do Aleksandrowa, gdzie nie w partyzanckich, ale cywilizowanych warunkach można było usunąć usterkę sprawiły, że na postój w tym pięknym mieście wchodziliśmy już na "pełnej petardzie" z gitarą i nagłośnieniem.
W naszej wędrówce natknęliśmy się dziś na inne "oddziały". Po 10 dniach wędrowania odkryliśmy, że nie jesteśmy w drodze do Maryi sami. Niemal bez przerwy mijaliśmy grupy z diecezji Toruńskiej i Pelpińskiej, wspólnie też spędzaliśmy czas na postojach w Służewie i Straszewie.
Jutro kolejny dzień i bardzo trudny. Przed nami Zakrzewo-Morzyczyn. Panie i Panowie, 44 km przed nami!
dk. Maciej Świgoń, konferencja Dar umiejętności