Kryzysy na drodze pielgrzymkowej dopadają każdego. W większości przypadków są one związane z bólem fizycznym i trudami drogi, które dosłownie odciskają się na naszych stopach i nogach. Czasem jednak zaboli dusza, gdy w trudzie lub w zderzeniu z prawdą Ewangelii, coś nas dotknie w głębi naszego serca.
6 dzień pielgrzymki dla wielu z nas jest czasem kryzysowym. Czujemy zmęczenie, nie zawsze jesteśmy wyspani (KTO stworzył komary?! No bo przecież nie Pan Bóg!), przebyte kilometry też potrafią zostawić ślad na stopach. W takim zmęczeniu zaczynamy widzieć granicę naszej wytrzymałości i zaczynamy powoli ją przestawiać. Coraz więcej też może nasz duch, bo ćwiczeń duchowym mamy co nie miara.
„Jak boli, to rośnie” - usłyszałem kiedyś na siłowni. Pielgrzymkowy „duchowy trening” też powoduje ból, a więc daje łaskę wzrostu. Modlitwa nas powoli kształtuje, szkoła modlitwy i konferencje nas przemieniają, Eucharystia nas umacnia, a Słowo Boże nas prowadzi. W tym bólu kształtuje się nowy człowiek!
Za nami dziś piękny dzień. Przez Wdę i Osiek doszliśmy do Lipinek. Po drodze szkoła modlitwy, konferencja, spotkanie z historią naszego narodu przedstawioną przez brata Piotra Szubarczyka z IPN, a także mnóstwo modlitwy i śpiewu w drodze. A wieczorem chwila wytchnienia i radość przy ognisku.
ks. Jan Perszon, Szkoła modlitwy "Magnificat"
ks. Tomasz Dopke, konferencja "Dar rozumu"