Wspomnienie o ś.p. Pani Doktor

3 kwietnia 2021

Lek. med. Maria Kurr-Wenta urodziła się 25 stycznia 1943 r. w Gdyni, w rodzinie kaszubskiej, z rodziców Antoniny i Teofila Kurr. Ukończyła szkołę podstawową nr 10 w Gdyni Chyloni, a potem IV Liceum Ogólnokształcące w Gdyni uzyskując świadectwo dojrzałości w 1960 r. Wydział Lekarski Akademii Medycznej w Gdańsku ukończyła w 1966 r.  Po studiach rozpoczęła pracę na Oddziale Dziecięcym Szpitala w Kartuzach, uzyskując tam specjalizację z zakresu pediatrii. O wyborze specjalizacji - pediatrii  zaważyła,  jak sama wyznała, jej miłość do dzieci, a także osobowość dra  Jacka Chwiałkowskiego, ordynatora Oddziału Dziecięcego w Kartuzach, lekarza o wielkim autorytecie zawodowym i moralnym. Być jak najbliżej dzieci – właśnie z tego powodu już w 1970 r.  dr Maria Wenta zrezygnowała z etatu szpitalnego na rzecz pracy w poradni.

W 1972 r. wyszła za mąż za Stefana Wentę z Kartuz. Dr Maria Wenta w sposób godny podziwu, wręcz heroiczny, godziła obowiązki lekarza z własnym macierzyństwem. Wychowała wraz z mężem Stefanem dwoje dzieci Łukasza i Aleksandrę. Zapytana o rodzinę, powiedziała: Nie umiałabym zrezygnować z macierzyństwa po to, żeby więcej zarabiać czy robić jakąś tam karierę… Najważniejsze żeby kochać i jak najwięcej dawać z siebie moim małym pacjentom i własnym dzieciom. „Bywało, że nie miałam z kim ich zostawić, jeździły ze mną karetką na wizyty domowe. Praca nie odbiła się niekorzystnie na moim domu.  Przeciwnie jej córka Aleksandra pociągnięta przykładem matki ukończyła studia lekarskie, a syn Łukasz informatyk ożenił się z lekarką, z którą stworzył rodzinę wielodzietną. Dr Maria cieszyła się bardzo ze swoich siedmiorga wnuków i pięknych małżeństw swoich dzieci.

Doktor Marię Kurr–Wenta zna każdy mieszkaniec Kartuz i okolicy. Dr Wenta leczyła – wszak posługiwała w tym mieście prawie 55 lat - już trzecie pokolenie mieszkańców Kartuz. Współpracownicy ze środowiska medycznego w Kartuzach tak się o niej przez kilku laty wypowiadali: W opinii środowiska medycznego dr Maria Wenta jest wzorem lekarza  i człowieka, autorytetem zawodowym i moralnym. Swoim doświadczeniem zawodowym i umiejętnościami chętnie dzieli się z innymi lekarzami, otacza ją ogromny szacunek i zaufanie rzeszy pacjentów i kolegów. Opinię tę podpisało 68 osób
z kartuskiego środowiska medycznego.

W wypowiedziach zebranych o doktor Marii powtarzały się często zdania o  jej wielkim sercu, gotowości do  niesienia pomocy małym pacjentom o każdej porze dnia, i nocy, a także  w dni świąteczne, w czasie wolnym od pracy poradnianej i to bezinteresownie! W życiowej drodze doktor Marii  koniecznie trzeba wydobyć na światło dzienne jeszcze jedną istotną okoliczność.  Od 1982 r. nieprzerwanie – aż przez 35. lat - uczestniczyła w Pieszych Pielgrzymkach Kaszubskich ze Swarzewa i Helu na Jasną Górę. Pielgrzymowała także z Kaszubami do Krzyża na Giewoncie w 2006 roku i do sanktuarium maryjnego w słowackiej Lewoczy w roku 2011; jej ostatnią pielgrzymką z Kaszubami z Helu była droga do Krakowa, na Światowe Dni Młodzieży w roku 2016. Szła z najwyższym trudem, czasem „na siłę”, zależało jej bowiem by w pełni uczestniczyć w programie duchowym: konferencjach, Godzinkach, różańcu. W pielgrzymkach kaszubskich przez szereg lat  towarzyszyli jej członkowie rodziny : mąż i dzieci i brat Leon z Gdyni. Godzi się dodać, że oznaczało to coroczne poświęcenie na posługę Pielgrzymce co najmniej 20. dni, a przed wyruszeniem kilka dni na zorganizowanie dużej ilości potrzebnych leków, opatrunków, bandaży oraz skompletowanie zespołu medycznego.  Przez wszystkie lata z samarytańską miłością posługiwała i niosła pomoc tysiącom zbolałym pielgrzymom opatrując ich rany. Dzięki jej wiernej, bezinteresownej służbie wielu ludzi  mogło ze wzruszeniem i dziękczynieniem stanąć przed obliczem Jasnogórskiej Królowej. Każdego pielgrzymkowego dnia, do późnych godzin wieczornych, kiedy pielgrzymi odpoczywają po trudach wędrówki w upale i znoju – doktor Maria z cierpliwością i oddaniem służyła fachową pomocą. Wieczorną posługę cierpiącym poprzedzało jednak zawsze codzienne, mężne maszerowanie w pątniczej wspólnocie oraz medyczna pomoc, świadczona na postojach. Taka ewangeliczna, granicząca z heroizmem (sama bowiem – zwłaszcza w ostatnich latach – chorowała) postawa zasługuje na najwyższe uznanie i szacunek. Ona sama pielgrzymowała -  jak powiedziała –z intencją podziękowania za to wszystko, co otrzymała w życiu od Boga i ludzi. Ale też dlatego, aby nieść pomoc lekarską utrudzonym pielgrzymom. Przez wiele lat starała się – aż do początków swojej ciężkiej choroby – uczestniczyć w kartuskiej Kolegiacie w codziennej Mszy św. i Komunii św.

Dostrzegając jej cichą, a jakże owocną posługę, lokalna społeczność Kartuz oraz władze miasta przyznały dr Marii Wencie w roku 2006 prestiżowe odznaczenie „Perła Kaszub” w kategorii „pomagam innym” za ofiarną działalność lekarsko-społeczną. W roku 2014 została laureatką nagrody „Pro Ecclesia et Populo”, przyznawanej w Archidiecezji Gdańskiej.

Doktor Maria Kurr – Wenta to wyjątkowo skromna osoba, która nigdy nie zabiegała o rozgłos. Swą pracę i powołanie do wykonywania zawodu lekarza wykonywała z poczuciem misji, z kompetencją i w duchu miłości, nie oczekując przy tym żadnej wdzięczności.  Dochowała się grona wnuków, które pomagała wychowywać w duchu głębokiej wiary i ofiarnej miłości. Do końca chciała służyć; w Kartuzach i okolicy miała ponad 2000 małych pacjentów, co ewidentnie potwierdza autorytet i uznanie, jakim od lat w tym środowisku się cieszyła. Przed kilku tygodniami, mocno już słabując, ze łzami w oczach pożegnała się ze swoimi małymi pacjentami i współpracownikami.

Dr Maria Kurr-Wenta zamieszkiwała z mężem w Kartuzach na ul. Chmieleńskiej, a należy do parafii Wniebowzięcia NMP w Kartuzach. Zmarła w Wielki Wtorek, 30 marca 2021 w domu, w klimacie ufnej modlitwy w obecności męża Stefana, córki Oli i Łukasza. Wierna służebnica cierpiących, zapatrzona w Chrystusa i Jego Matkę.

Zapamiętałem Siostrę Marię jako osobę głębokiej i zarazem prostej wiary. Na pątniczym szlaku – choć musiała nieustannie mieć „oczy otwarte” na maszerujących w kolumnie pielgrzymów – była zasłuchana i rozmodlona. Dosłownie „chłonęła” każde słowo konferencji, cichym głosem towarzyszyła wspólnym modlitwom, nie chciał niczego uronić z Bożych darów, które „dzieją się” na szlaku. Z racji służby chorym i kontuzjowanym, niemal nigdy nie mogła – nad czym ubolewała - uczestniczyć w pielgrzymkowych Apelach Maryjnych.

Miała wprost anielską cierpliwość i wyrozumiałość. Nawet wtedy, gdy musiała jako lekarz interweniować w czasie Eucharystii, czyniła to bez wahania, ale delikatnie, „jak z dzieckiem”. Na przestrzeni lat „zarwała” na pielgrzymce niejedną noc, jadąc z chorym pątnikiem do najbliższego szpitala i czuwając przy nim aż do rana. Zdarzało się, że stałym „klientem” punktu medycznego był jakiś hipochondryk albo leniwy symulant; nigdy nie odesłała takiego brata czy siostry z kwitkiem, ale cierpliwie słuchała i radziła, co zrobić. Podobnie „wyrozumiała” była na etapach, gdzie dość łatwo (choć niektórzy tę łaskawość Doktórki wykorzystywali) dawała przepustkę na ciężarówkę. Chyba nie umiała się gniewać. Choć może powinna, bo od świtu do nocy służąc innym, bywała krańcowo zmęczona, na żadne własne sprawy czasu nie miała. W Kościele dużo się nieraz mówi o „duchu służby”; Siostra Maria nigdy o służbie nie mówiła. Ona była treścią jej życia. Może dlatego swą ostatnią służbę - długiego cierpienia – znosiła z męstwem, czyniąc z niej narzędzie Odkupienia.

„Błogosławieni czystego serca” – te słowa Zbawiciela wcielała w życie, gdy zżymała się na krytykę czy plotki, które co jest normalne - także w naszej Pielgrzymce czasem się pojawiały. Patrzyła na ludzi „po Bożemu”, czyli miłosiernie i łagodnie, raczej usprawiedliwiając niźli oskarżając błądzących.

Nie pchała się na afisz, nie domagała wygód. Owszem, chętnie przyjmowała podany łyk dobrej kawy czy kubek z wodą, głośno wyrażając wdzięczność. Uciekała od pochwał i wyróżnień. Z widocznym skrępowaniem przyjmowała podziękowania i brawa, jakimi pątnicy co roku na wieczorku kończącym wędrówkę ją fetowali. Nie przypominam sobie, by w trasie zabierała głos przy mikrofonie. A kto jak kto; ale dr Maria naprawdę miałaby coś do powiedzenia.

Przez 35 lat, od 1982 do 2016, była w naszej Pielgrzymce filarem; kimś zakorzenionym w obecności Pana Jezusa i Jego Matki Maryi. To tysiące kilometrów, ale także tysiące pątników: sióstr i braci, którym usługiwała jakby czyniła to samemu Panu. Teraz On, Chrystus, przepasawszy się - wszak sam to zapowiedział – będzie Siostrze Marii, odrodzonej w Jego Męce i Zmartwychwstaniu, usługiwał. „Obyśmy też tam byli, gdy zabrzmi pieśń: Alleluja”.

Dawniej nasieniem nowych chrześcijan była krew męczenników, dziś jest nią farba drukarska.

bł.Maria Teresa Ledóchowska
Jeśli masz pytania lub pomysły, albo chciałbyś dostarczyć nam historyczne materiały, zdjęcia itp. po prostu do nas napisz

Email
biuro@kaszubskapielgrzymka.pl

Kaszubska Piesza Pielgrzymka

Z Helu na Jasną Górę
Aleja Lipowa 23
80-298 Gdańsk
696417236


Numer konta:
Parafia św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Leźnie 94 1160 2202 0000 0002 7055 9369

Patronaty

 

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
82 0.070464849472046